Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

23 mar 2018

Gwałt na niepełnosprawnej

Zapewne wszyscy albo czytali albo słyszeli o dokonaniu gwałtu na niepełnosprawnej kobiecie. Dopuścił się do tego 51 letni mieszkaniec Zamościa, jednak postępowanie wobec niego zostało umorzone, ponieważ poszkodowana nie stawiała oporu. Pisałam już o innych kontrowersyjnych sprawach. Tutaj postanowiłam wyjaśnić a raczej odpowiedzieć na pytanie, które każdy z nas może sobie w głowie zadaje "czy gwałt i stawianie oporu muszą zaistnieć razem by uznać przestępstwo?". Wiem, że już o tym wspominałam ale art 197KK wyraźnie mówi, że kto przemocą, groźbą lub podstępem doprowadza do obcowania płciowego podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12. W tym przypadku przemocy wg prokuratury nie było, bo nie było oporu - a wymóg jest by stanowczo nie wyrazić zgody na obcowanie płciowe. Nie było też groźby ...ale czy był podstęp, czyli wprowadzenia osoby poszkodowanej w błąd co do czynników motywujących ją do wyrażenia zgody na stosunek i doprowadzenia do stanu, w którym została  wyłączona swoboda decyzji poprzez obezwładnienie fizyczne. Jak widać w tym konkretnym art wyraźnie jest mowa o przemocy a co za tym idzie skoro jest przemoc to jest też opór. Także tutaj jestem w stanie zgodzić się prokuraturą. 
Jednak jest jeszcze art 198 który mówi, że na karę zasługuje również ten kto wykorzystuje bezradność drugiej osoby albo jej upośledzenie umysłowe. Osoba niepełnosprawna nie będzie w stanie pokierować swoim postępowaniem a tym samym rozpoznać znaczenia czynu niedozwolonego. Czy sprawca wiedział z kim miał do czynienia? Śmiem twierdzić, że w pierwszej chwili na pewno nie, jednak później na pewno się zorientował że ma doczynienia z osobą niepełnosprawną, choćby dlatego że nie było z jej strony czynnego oporu.  Dlatego też prokuratura powinna mu postawić zarzut z art 198 KK, tym bardziej że jak już wspomniałam mowa tutaj o osobie niepełnosprawnej. To tak jakby prokuratura zezwalała na gwałcenie osób niepełnosprawnych bo i tak nie spotka was za to kara. To jest jakiś absurd a kolejny, że sprawca nie wyraził zgody na badania genetyczne odnośnie dziecka, które urodziła poszkodowana. Sama poszkodowana przebywa w zakładzie psychiatrycznym, sprawa zamieciona pod dywan. Nasz słynny minister sprawiedliwości wogóle się tym nie zajął, nie odwołał prokuratora...cisza. Sprawą obiecał się zająć Patryk Jaki po liście jaki do ministertswa wysłali rodzice pokrzywdzonej. Jednak sprawa ucichła.
Postanowiłam napisać w tej sprawie do samego ministra i z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

24 paź 2016

Zabójstwo drogowe

Przestępstwo zabójstwo drogowego chcą do Kodeksu Karnego wprowadzić Włosi, by w ten sposób walczyć z wypadkami śmiertelnymi. Obecnie nawet u nich sprawcy wypadków drogowych dostają stosunkowo mały wymiar kary a postępowania toczą się równie długo jak i na naszej ziemi. Włosi chcą wprowadzić również szybszą możliwość karania sprawcy wypadku, by ofiara lub jej rodzina mogła się starać jak najszybciej o odszkodowanie.
Jak to wygląda u nas. Obecnie dość szczegółowo tą kwestę reguluje rozdział XXI KK. Kto popełnia go nieumyślne podlega karze pozbawienia wolności do lat 10. W przypadku śmierci człowieka kara wynosi od lat 2 do 12 pozbawienia wolności. Jeśli czyn ten spowodował sprawca pod wpływem alkoholu lub innego środka odurzającego to sąd orzeka  karę pozbawienia wolności przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę do górnej granicy tego zagrożenia zwiększonego o połowę. Oczywiście może nastąpić również dożywotnie zabranie praw jazdy a także, gdy sprawca okaże skruchę to złagodzenie wymiaru kary lub nawet grzywna. Należy podkreślić, że w przepisach jest mowa o nieumyślnym spowodowaniu wypadku drogowego a co za tym idzie jeśli będzie to wypadek śmiertelny to też mowa jest o nieumyślnej śmierci. W ogromnym skrócie o nieumyślności mówi wówczas gdy sprawca nie chciał popełnić przestępstwa ale na skutek niezachowania ostrożności popełnia go, ale mógł to przewidzieć. A o umyślnym jest mowa wówczas gdy sprawca chce popełnić czyn albo przewiduje możliwość jego popełnienia i godzi się na jego popełnienie.
Długo trwało zanim chciałam się podjąć tego tematu. W między czasie sama ukończyłam kurs na prawa jazdy i zdałam egzamin. Na kursie uczyłam się wszystkich wymaganych przepisów, jak zachować bezpieczeństwo, oczywiście nie obyło się bez drastycznych zdjęć ofiar wypadków drogowych, których sprawcy albo byli nietrzeźwi albo przekroczyli prędkość. Czyli już idąc na kurs wychodzimy z niego z całym pakietem wiedzy również w kwestii bezpieczeństwa i wiemy jakie będę konsekwencje gdy złamiemy przepisy. Ale w szczególności wynosi się odpowiedzialność za życie innych uczestników ruchu drogowego. Wydaję się więc, że z taką wiedzą nie powinniśmy ulegać brawurze a już tym bardziej jeździć po alkoholu wiedząc przecież z czym to się wiąże. A jednak takie historie się zdarzają i nie ma złotego środka jak temu zapobiec. Niektórzy twierdzą, że zaostrzenie kar coś zmieni albo żeby na kursie było więcej godzin z jazdy a mniej teorii. Osobiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzenie podobnie jak włosi przestępstwa drogowego, co wiązałoby się z zaostrzeniem kar. Wykluczyłabym możliwość popełnienie wypadku drogowego tylko nieumyślnie ale wprowadziłabym umyślność czynu np gdy wsiadamy za kierownicę po alkoholu lub przekraczamy prędkość w rezultacie czego doprowadzamy do śmierci innego uczestnika ruchu. Dlaczego wspomniałam o swoim kursie i o umyślności, że sprawca chce popełnić czyn lub zmierzam do jego popełnienia i godzi się na to? Odpowiedź jest prosta. Skoro mam tą wiedzę, nie tylko z kursu ale wszędzie podczas nawet kampanii się o tym mówi a i tak wsiadam za kierownicę po alkoholu, innym środku odurzającym lub przekraczam prędkość to czy świadomie już nie ryzykuję i godzę się na to, że może zdarzyć się wypadek skutkiem którego ktoś może ponieść śmierć. Przecież wiem z czym się to wiąże, to takie igranie ze śmiercią. Jeśli przy przekroczeniu prędkości wypadnę z zakrętu i potracę śmiertelnie pieszego to czy nie powinnam dostać dożywocia? Powinnam wiedzieć i wiem, że zawsze należy zachować szczególną ostrożność bo wszystko może się wydarzyć. Cały czas zmierzam do tego, że skoro nawet na kursie mnie uczyli i pokazywali ofiary wypadków drogowych to wsiadając po alkoholu lub bez prawa jazdy świadomie już zdaję sobie sprawę że popełniam przestępstwo a co za tym idzie godzę się na jego popełnienie i na wszelkie konsekwencje z tym związane. W moim odczuciu jest umyślność czynu i sprawca powinnam odpowiadać jak za śmierć człowieka. Nie powinno być mowy o tym, że "nie wiedziałem" "nie widziałem" "nie zauważyłem" "przykro mi" itd. Przy jeździe bez prawa jazdy jeśli złapią nas kolejny raz...no cóż, podobnie uważam, że nie powinno się obyć bez zaostrzenia kary. Nieważne czy po raz pierwszy to zrobiłam czy kolejny, wymiar kary powinien być podobny. Za pierwszym razem grzywna ale taka naprawdę wysoka a za drugim razem już więzienie i traktowanie tego jako recydywa. Choć w tym drugim przypadku są odpowiednie przepisy ale sądy nie wiadomo dlaczego wogóle nie stosują tych ostrzejszych przepisów i to jest dla mnie wielka niewiadoma. Uważam, że przy ciężkich przestępstwach nie powinno się brać pod uwagę elementu "skruchy sprawcy", pił, wsiadł, pojechał i zabił...czy można tu mówić o jakimkolwiek "skruchy sprawcy". Co mi po jego "załamaniu"...nie trzeba było łamać przepisów i dwa razy się zastanowić zanim się wsiadło za kierownicę.
Tylko stosując umyślność przy najcięższych przestępstwach drogowych może unikniemy ludzkich tragedii.

14 lip 2015

Gwałt.

Dość uważnie się przyglądałam sprawie znanej oczywiście z TV o ratownikach medycznych, którzy na szkoleniu zgwałcili swoją koleżankę po fachu. Warto zacząć od początku. Pani Ola, o traumatycznych przejściach jakim było poronienia dziecka, za namową męża postanawia wyjechać na szkolenie, które odbędzie się w Kaliningradzie. Szkolenie to miało na celu zwiększenie wiedzy u ratowników medycznych zaś dla pani Oli, miało być też w pewnym sensie odskocznią od przeżytej tragedii. Niestety sielankowy nastrój za bardzo się udzielił kolegom ratownikom, w rezultacie czego pani Ola została dwukrotnie zgwałcona. Na uwagę zasługuje również fakt, że podczas gwałtu poszkodowana dostała ataku padaczki, ale to nie przeszkadzało oprawcom by dokończyć swoje dzieło. Ot ratownicy medyczni niczego pożytecznego nie wynieśli ze szkolenia...o ile wogóle można ich nazwać ratownikami.
Po przyjeździe cała sprawa została zgłoszona na policję a sprawą zajęła się prokuratura. Najbardziej bulwersujące w tym wszystkim jest fakt tego, iż oprawcy do momentu ogłoszenia wyroku ciągle pełnili swoje funkcje, szpital ich nie odsunął od pracy. Ktoś się zaraz wypowie, że człowiek jest niewinny dopóki nie udowodni mu się winy. Jednak uważam, że pracę jaką wykonywali powinna się cieszyć nieskazitelną opinią i sam fakt podejrzenia już o gwałt, władze szpitala powinni ich chociażby zawiesić w pełnieniu przez nich obowiązków.
Druga kontrowersja to niestety opieszałość policji. Sprawa zgłoszona, przedstawiona obdukcja, świadkowie, wskazanie oprawcy a sprawa zostaje umorzona. W związku z tym, pojawia się pytanie kiedy dochodzenie może być umorzone? Pierwszą najistotniejszą przesłanką jest brak wykrycia sprawcy - w tym konkretnym przypadku sprawcy byli znani Policji. I tak kłania się art.308 KPK, który wyraźnie mówi o tym, iż w sytuacjach niecierpiących zwłoki, jeszcze przed wydaniem postanowienia o wszczęciu śledztwa lub dochodzenia, Policja może dokonać niezbędnych czynności procesowych w tym również przesłuchać osobę podejrzaną. No cóż nawet do jakże prostych i jasnych przepisów Policja nie mogła ich zastosować. Zadziwił mnie ten fakt i stawiam pytanie czy pracują tam ludzie ograniczeni umysłowo? A może analfabeci? Kolejny art 307 KPK, jeżeli zachodzi potrzeba to można zażądać uzupełnienia danych zawartych w zawiadomieniu i do tego jeszcze sprawdzić fakty w tym zakresie. Policja ma na to, aż 30dni...i w przeciągu 30 dni, niczego nie udało się ustalić. Ciekawa jestem jak wyglądało przesłuchanie podejrzanych:
-jest pan oskarżony o gwałt.czy jest pan winny?
-nie, nie jestem.
I koniec sprawy, skoro Policja w takim tempie rozwiązuje sprawy to dziwi fakt, że nadal mamy taką dużą przestępczość. Gdyby nie adwokat poszkodowanej sprawa nigdy by nie ujrzała światła dziennego a kto wie, co szanowni oprawcy by jeszcze wyczyniali w karetce jadąc lub odwożąc poszkodowane kobiety.
Kolejne co mnie również oburzyło to niestety wyrok. Mariusz C. dostał wyrok za dwukrotne doprowadzenie do innej czynności seksualnej, za co dostał dwa lata pozbawienia wolności, zaś jego kompan Jarosław G. za inne czynności seksualne dostał wyrok 8 m-cy pozbawienia wolności. I na koniec smaczek, że wyroki oczywiście w zawieszeniu. Chodzą spokojnie po ulicy, nie mają sobie nic do zarzucenia i tylko wystarczy czekać aż znowu jakaś koleżanka padnie ich ofiarą.
Inna czynność seksualna...cóż to jest i dlaczego nie zostali zakwalifikowani jako gwałt. Art 197 KK "kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego podlega karze pozbawienia wolności od 2 do 12 lat". Jeżeli jest to inna czynność seksualna wówczas kary wahają się od 6 m-cy do 8 lat. Jeżeli wykonuje daną czynność z drugą osobą to kara już wzrasta od lat 3. Z inną czynnością seksualną mamy doczynienia kiedy jest to kontakt cielesny o charakterze seksualnym ale nie jest on obcowaniem płciowym. Wskazuje również na to SN I KZP 17/99 "inna czynność seksualna to takie zachowanie,  nie mieszczące się w pojęciu "obcowania płciowego", które związane jest z szeroko rozumianym życiem płciowym człowieka, polegającym na kontakcie cielesnym sprawcy z pokrzywdzonym...". W tej sprawie kontakt cielesny był, wszystkie przesłanki by wymierzyć surowszy wymiar kary również były. Zadziwia też fakt, że sprawę prowadziła kobieta policjantka, prokurator kobieta i sędzina. Kobiety kobietom zgotowały taki los. I ponownie się zastanawiam, czy panie były jakieś nie douczone, czy może brak przygotowania i odpowiednich szkoleń. Tym bardziej, że pani prokurator sama wnioskowała o taki wymiar kary twierdząc "po to ustawodawca pozostawił takie widełki, ponieważ gwałt gwałtowi nie równy". Ta wypowiedź świadczy o wielkiej ignorancji problemu a przede wszystkim o braku wykształcenia. Nie wiem jakie kierunki pani prokurator skończyła ale śmiem twierdzić, że może i to było prawo ale raczej 
e-learning. Jest to hańba dla tak poważonego zawodu. I po takich wypowiedziach oraz nieznajomości przepisów jestem za tym by takich ludzi raz na zawsze usuwać z wykonywanej funkcji. Może wtedy zaczną wszystko baczniej obserwować a co najważniejsze zerkać do przepisów i orzecznictwa.
Miejmy tylko nadzieję, że sąd wyższej instancji ponownie odda sprawę do rozpatrzenia. Będę czekać na efekty ich pracy.

29 kwi 2015

Oskar Pistorius - co poszło nie tak.

Jak w tytule co poszło nie tak...z czystej ciekawości już oglądałam wiele wiadomości na ten temat. Nawet teraz o tej sprawie ciągle jest głośno, każdy próbuje sobie odpowiedzieć na pytanie jak to się mogło stać. Wydawać by się mogło, że para idealna. Oboje piękni i bogaci, nic do szczęścia im nie brakowało. Od razu na nim skupiła się cała złość tego świata, że zabił z premedytacją, że był chory psychicznie, że leczył się na takie czy inne choroby. W końcu, że bał się o własne życie, że miał ileś tam sztuk broni. Po tylu różnych aspektach tej tragedii, musiałam się temu przyjrzeć bliżej. Oczywiście śledząc tylko to co nadawały media, zaczęłam wszystko po kolei analizować. 
Wraz z narzeczoną przeprowadzili się do najbardziej niebezpiecznego miasta świata JOHANNESBURG, każdy to podkreślał, że bogaci mieszkali w pilnie strzeżonych osiedlach. Ponieważ przestępczość tam jest tak wysoka, to nic dziwnego, że na porządku dziennym każdy ma tam broń, każdy bez wyjątku i to dość z prozaicznego powodu....dla bezpieczeństwa. Nie dziwi więc, że in on sam Oskar Pistorius ją miał i tym bardziej, że bardzo wielu ludzi mu groziło - to też każdy potwierdził. Kolejne pytanie jakie się nasuwa i jakie zadawali bliscy "dlaczego się go bała?". Tutaj nikt nie potwierdził z bliższych czy dalszych znajomych, żeby ona się go bała. Kolejny mit obalony. "Między nimi iskrzyło" - no proszę was...jak w każdym związku iskrzy. Każdy musi pójść na kompromisy, tak to wygląda w normalnym związku. Już nie analizuje słów typu "mogłam ją uratować" "mogłam zareagować"....Zaskoczyło mnie też to, że nikt nie wspomniał o tym, że pomagał dzieciom, że udzielał się charytatywnie, że dużo poświecił by osiągnąć to co miał teraz.
Pomimo tylu nie przychylnych mu opinii, że zabił z premedytacją...ja szczerze w to wątpię. Wyobraźcie sobie taką o to sytuację. Wstajecie sobie późnym wieczorem do łazienki i nagle słyszycie krzyk "schowaj się, ktoś się włamał"...to co robię jako pierwsze, oczywiście ukrywam się w łazience, nie odzywam się żeby przypadkiem jakiś przestępca mnie nie dopadł. I teraz druga strona...jestem spanikowany jak cholera...i już mi się myśli kotłują, że ktoś się włamał. Wydaje ostrzeżenia ale zero reakcji. Chce obronić siebie i narzeczoną, ktoś nam kiedyś groził. Ja będąc w łazience słucham tego wszystkiego i ciągle siedzę cicho. I teraz tak, mam broń, ktoś się włamał, nie słucha moich ostrzeżeń, padły strzały i ktoś zginął.
Wzywam policję i w między czasie odkrywam, że zastrzeliłem moją ukochaną. Rozpacz niesamowita, nawet trudno ją opisać słowami. Zostałem oskarżony o zabicie z premedytacją i już zaczyna się całą lawina pytań i oskarżeń.
Nie wnikam w dowody, choć ich nie posiadam, ale już było widać (z relacji TV), że są kiepskie. Oskar przedstawiony jako najgorszy morderca, który od samego początku miał złe zamiary. Sprawa karna się toczy, przedstawione zostają nowe dowody i tak patrzę na jego twarz....a tam....twarz bez wyrazu, może trochę smutna, może trochę jest w nim żalu. I nagle...ciach...pokazują ciało Reeva i wtedy szok, Oskar na oczach całego świata rzyga jak kot. I wtedy sobie myślę, chwila chwila...czy wyrafinowany morderca by rzygał zobaczywszy trupa. Raczej nie, jak już to może byłby jakiś uśmieszek, zobaczcie to moje dzieło. Może nie jestem specjalistką od umysłów morderców, ale tego nie wyczytałam w żadnej książce, żeby morderca rzygał na widok swojej ofiary. Już nie mówię o tym, że podczas zeznań Oskar płakał tak dużo, że nie mógł słowa z siebie wydusić żeby się bronić. Nikt mi nie powie, że tak zachowuje się morderca. Oczywiście brak też jest motywu, czy był zazdrosny, czy ja straszył, czy liczył na jej ubezpieczenie i tak dalej. Brak motywu - nie ma go, rozpłynął się. Czasem wystarczy spojrzeć na to z drugiej strony, gdzieś z boku. I tak przyznaje się, że nie wierzę żeby zabił z premedytacją. Był to nieszczęśliwy wypadek. Naprawdę szkoda mi Reeva Steenkamp, że musiała zginąć w tak niefortunny sposób. Wyroku nie dostał surowego tylko pięć lat, więc tu i sąd miał wątpliwości.  Zachęcam was do obejrzenie sobie wszystkich filmów o tej tragedii i sami wyciągnijcie wnioski, skupcie się na wszystkich widocznych szczegółach i rozwiązanie nadejdzie samo. Poniżej daję wam linka do jego strony, warto zajrzeć http://oscarpistorius.com/.

16 lip 2012

Przedszkole-zapisy i nowy trend.

     Przedszkole-no tak temat dla wielu rodziców, którzy niekiedy toczą walką o zapisy dziecka do przedszkola, dość drażliwy i na samą myśl już się jeży włos na głowie. Ostatnio przy spotkaniu, zresztą nie jednym, wywiązała się dyskusja dotycząca właśnie batalii jaką rodzice muszą stoczyć z biurokratyczną machiną i niestety nie wygląda to zbyt różowo. Wiadomo istnieje ustawa, która wskazuje oczywiście kto ma pierwszeństwo jeżeli chodzi o przyjęcie do przedszkola i tak w pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci w wieku 6 lat, które odbyły roczne przygotowanie przedszkolne. W następnej kolejności są przyjmowane dzieci matek lub ojców:
-samotnie wychowującym,
-wobec, których orzeczono umiarkowany lub znaczny stopień niepełnosprawności,
-wobec, których orzeczono całkowitą niezdolność do pracy lub do samodzielnej egzystencji,
-lub dzieci z rodzin zastępczych.
To tyle jeżeli chodzi o przepisy, pozostałe kryteria określa już sama gmina i tutaj właśnie pojawia się dużo zarzutów. Gdziekolwiek nie zajrzeć praktycznie w każdym przedszkolu, istnieje dodatkowe kryterium, które budzi najwięcej kontrowersji. Mianowicie oboje rodziców muszą pracować na pełnym etacie i jakby było tego mało nie mogą przebywać na urlopie macierzyńskim ani wychowawczym. Jest to najbardziej absurdalne kryterium o jakim kiedykolwiek słyszałam. Przecież jeżeli chce wrócić do pracy to siłą rzeczy muszę oddać dziecko do przedszkola a mogą go nie przyjąć, ponieważ jestem na urlopie macierzyńskim. I tak o to krąg się zawęża-to jest jakaś bzdura i chyba nie da się nie odnieść mylnego odczucia, że funkcjonujemy w Państwie prorodzinnym. Po drugie w świetle prawa jeżeli nawet przebywam na urlopie wychowawczym czy macierzyńskim to jestem osobą pracującą. Przynajmniej tak mówią przepisy ale kto by się tam nimi przejmował. Nie wiem może chodzi o finanse ale, takie jest moje osobiste odczucie, skoro decyduję się na przedszkole to znaczy, że zdaję sobie sprawę z tego, że muszę za nie zapłacić. Dodatkowo rodzice muszą podpisywać masę jakiś papierków, gdzie pewnie sami nie do końca wiedzą po co, na co -  jednak podpisują dla świętego spokoju. Zastanawiam się kto wogóle ustala to wszystko, czy za biurkiem przypadkiem nie siedzi jakiś człowieczek nie myślący logicznie. Mało tego, najśmieszniejsze jest to że było bardzo dużo skarg do Rzecznika Praw Dziecka w tej kwestii ale jak do tej pory nic nie zostało zrobione, widać ciężko jest kontrolować gminy, które nie da się nie zauważyć zachłysnęły się swoją samodzielnością. Jednak nie to jest to chyba najgorsze. Najgorsze i smutne jest to, że walka o miejsce w przedszkolu jest jak jedna wielka bitwa. Obecnie panuje taki nowy trend, małżonkowie na przykład specjalnie się rozwodzą by być samotnym rodzicem. Myślicie, że to żart. Na początku też tak myślałam, ale coraz częściej o tym słyszałam i im więcej było przykładów tym większe było moje zdziwienie. Swoją drogą, jeżeli rzeczywiście jest to jedna wielka bitwa to w sumie wszystkie chwyty są dozwolone. Nie wiem czy ktoś wogóle zdaję sobie sprawę z tego, że staje się to zjawiskiem dość powszechnym i nie szybko się to zmieni. Pewnie myślicie, że wystarczy skłamać w tych oświadczeniach, o tuż nic bardziej mylnego. Jak za starych dobrych czasów wszystko jest skrupulatnie sprawdzane i nic nie umknie uwadze szacownej komisji. Swoją drogą jak tak dalej pójdzie to wogóle będzie się urządzać castingi na przyjęcie do przedszkola a głównym kryterium będzie np. wygląd. To by dopiero było coś. Szkoda tylko, że za takimi kryteriami nie idzie czasem w parze wogóle powołanie do zawodu pań przedszkolanek, które nie rzadko wogóle nie interesują się maluchami a najlepiej jakby maluchy przespały cały pobyt. Chyba na porządku dziennym jest fakt, że dziecko z przedszkola może odebrać praktycznie każdy-ale to jest chyba temat  na inny artykuł. W każdym razie może bardziej skrupulatne sprawdzanie pań przedszkolanek też by było na miejscu. Znam takie sytuacje, że dzieci pozostawione są same sobie a "panie" przebywają na kawce a już nie wspomnę o tym że dziecko może odebrać praktycznie każdy. No cóż z życia wzięte...

28 maj 2012

Kara śmierci za czy przeciw?


      Na tle pojawiających się obecnie wydarzeń powraca pytanie związane z karą śmierci, choć nikt nie mówi tego głośno to jednak w obliczu ostatnich wydarzeń ale i też całej sytuacji międzynarodowej może warto ponownie zastanowić się nad jej zastosowaniem. W obecnie obowiązującym u nas systemie prawnym najwyższą karą jest kara dożywotniego pozbawienia wolności i grozi ona oczywiście za zabójstwo (art.148 KK)-nie wydaje się żeby była ona wystarczająca. Kara śmierci nie jest u nas stosowana od 1998 roku kiedy to Polska ratyfikowała Konwencję ONZ z dnia 10.XII.1984r w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Ministerstwo Sprawiedliwości prowadziło ewidencję dotycząca kary śmierci od 1956 roku i od tego roku jest ona wiarygodna. Niestety pomiędzy rokiem 1945 a 1956 nie można do końca określić ile było wyroków skazujących na tą właśnie karę, ponieważ ich liczba była zaniżona. W większości skazywano na pozbawienie życia ludzi, którzy dopuścili się najcięższych przestępstw czyli ludobójstwo, morderstwo jednej lub więcej grupy osób, w tym morderstwo i zgwałcenie dzieci. Oczywiście zdarzały się też przypadki, że skazywano za szpiegostwo czy przestępstwo gospodarcze lub nawet za usiłowanie morderstwa - widać nie każdy system był doskonały, ale to pokazuje że w ówczesnym systemie tą karę można było po prostu najłatwiej zastosować a co najdziwniejsze wtedy było ją na nas stać a teraz o dziwo nie. Przecież ponoć żyjemy w lepszych czasach, no fakt różni nas tylko system prawny-niestety. Ostatni wyrok kary śmierci orzeczono w 1996r. wobec Zbigniewa B., który zamordował dwie kobiety. Warto nadmienić, że w roku 1989 Sejm przyjął ustawę o amnestii, która zamieniała dotychczasowo orzeczone kary śmierci na kary 25 lat pozbawienia wolności ( ale i tak sądy orzekały karę śmierci) a w 1995 wprowadzono ponownie karę dożywotniego pozbawienia wolności. No cóż po odzyskaniu wolności nasz kraj zaczął się cywilizować - jakkolwiek to brzmi.
      Obecnie można by wskazać wiele przykładów zbrodni tak szokujących, że aż się prosi by sprawcę skazać na najwyższy wymiar kary ale nie na dożywocie lecz na karę śmierci. Daleko nie trzeba szukać, słynne ataki z 11 września jak choćby najnowsze wypadki w Tuluzie, gdzie przez dwa dni negocjowano z mordercą - pytanie tylko po co. Chłopak chciał zginąć z bronią w ręku, to niech ginie, zabił 7 osób bez żadnych skrupułów a my jeszcze z nim rozmawiamy. Kolejna sprawa Madzi z Sosnowca, gdzie na jaw wychodzą nowe fakty i dowody a mama cały czas kłamie i chyba się już rodzina sama gubi w jej zeznaniach. I niedawna sprawa czternastoletniej Eweliny ze Służewca, która została zgwałcona a następnie zamordowana przez krewnego. Orzeczono wobec niego karę dożywotniego pozbawienia wolności ale czy to coś da...czy takiego człowieka można zresocjalizować. Matka zamordowanej powiedziała przed kamerami "życie za życie" i wiecie co zgadzam się z nią. Oczywiście obrońcy praw człowieka podniosą zaraz larum, że nie można kogoś pozbawić życia, że trzeba stosować humanitarne środki, że takich groźnych przestępców trzeba rehabilitować i najważniejszy argument, że nie możemy być tacy jak oni. W obecnym Kodeksie Karnym art.3 mówi, że wszystkie środki oraz kary przewidziane w kodeksie stosuje się z uwzględnieniem zasad humanitaryzmu, w szczególności z poszanowaniem godności człowieka. Pytanie tylko czy taki zwyrodnialec stosuje się też do takiej metody, czy realizując swoje żądze i czy jakieś bzdurne poglądy pozbawiając kogoś życia traktuje ofiarę z godnością. Jakoś nie bardzo potrafię sobie to wyobrazić, niektórzy twierdzą, że przestępca który zgwałcił i zabił dziecko nie będzie miał życia w więzieniu, że tam dopiero współwięźniowie dadzą mu lekcję, której nigdy nie zapomni. Można by się pokusić o stwierdzenie, że może sprawiedliwość jakaś istnieje ale jak dla mnie to wciąż za mało. Oczywiście ktoś powie, że samo utrzymanie tej całej machiny i stworzenie oddziału, który by się zajmował wykonywaniem kary śmierci jest bardzo drogi, kiedyś nawet fachowcy to wyliczyli wszystko. Jednak wciąż pojawia się jeden zasadniczy problem, utrzymanie miesięczne więźnia kosztuje około 2500 tysięcy złotych, czyli znacznie więcej niż wynosi obecna najniższa krajowa za którą większość z nas musi przeżyć a co najgorsza nie wspomnę już ile dostaje człowiek będący na rencie – marne grosze. Co gorsza to my podatnicy za to płacimy, to my płacimy na tych wszystkich zbrodniarzy. Jeżeli zabił i to bez skrupułów to dlaczego ja mam jeszcze na niego płacić – to jest sprawiedliwość – to jest chyba kpina z wymiaru sprawiedliwości. Jakby tak podliczyć ile wydajemy na morderców to podejrzewam, że koszt wprowadzenia kary śmierci na pewno by się zwrócił. Także w moim odczuciu, choć staram się spojrzeć na to obiektywnym okiem przeglądając Kodeks Karny, to jednak jest istniej luka w naszym systemie prawnym, która przydałoby się zapełnić. Wystarczy prześledzić przestępstwa z ostatnich kilku lat by stwierdzić, że najwyższy wymiar kary wcale nie odstrasza potencjalnych sprawców. Przykre to ale prawdziwe, nie twierdzę że po wprowadzeniu kary śmierci wszystko się od razu zmieni, ponieważ na to trzeba czasu. Ale kto wie może zanim ktoś „strzeli” pozbawiając kogoś życia to dwa razy się zastanowi-czy nie warto? 
To taka drobna dygresja z mojej strony, by troszeczkę odpocząć od prawa :)
  

7 mar 2012

Rozprawa-czemu tak długo trwa

    Oto jest pytanie, dlaczego wszystko w polskich sądach tak długa trwa i czekamy i czekamy na wyrok a czas coraz bardziej się wydłuża, aż dochodzi do tego że sprawa ulega przedawnieniu. Ktoś powie, że sędzia ma dużo pracy a poza tym trzeba sprawdzić wszystkie dowody, do tego dochodzi powołanie biegłych czy przesłuchanie niezliczonych ilości świadków. Wiadomo rząd chce to usprawnić i wprowadzić w sądach nagrywanie rozpraw plus kontrolę sędziów czy dobrze wydają wyroki i czy nie działają za bardzo opieszale. Środowisko sędziowskie oczywiście mówi, że brakuje im rąk do pracy ale nie są za zwiększeniem etatów co nie wątpliwie by się przydało. Jak znaleźć rozwiązanie? 
     No cóż ogólnie wszystko w postępowaniu cywilnym wygląda następująco: składamy pozew, mając nadzieję, że sprawa szybko się zacznie i szybko zakończy, czekamy na termin i na odpowiedź na pozew. Załóżmy, że pozew spełnia wszystkie wymagania formalne. Mamy wyznaczoną rozprawę ale brak odpowiedzi na pozew, no cóż dla nas lepiej - będzie wydany zapewne wyrok zaoczny. Już się w duchy cieszymy aż tu nagle kilka minut przed rozprawą przyjeżdża kurier by dostarczyć sędziemu odpowiedź na pozew. Oczywiście jesteśmy w szoku, bo nikt nie zwróci kosztów dojazdu, nie wspominając już o naszych nerwach. W takiej sytuacji oczywiście sędzia odracza termin rozprawy, bo przecież musi się z tym zapoznać - jak będziemy mieli szczęście to kolejna rozprawa odbędzie się szybko a jak nie to sobie troszeczkę poczekamy, zależy jakie terminy sędzia ma wolne. Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że przyczyną tego jest jeden, wedle mojej oceny, bzdurny przepis, który mówi, że pozwany może przed pierwszą rozprawą wnieść odpowiedź na pozew (art.207§1 KPC) i teraz uwaga "przed pierwszą rozprawą" czyli jeżeli rozprawa ma się odbyć o 9 a on przyniesie o 8:55 to jest to zachowanie poprawne. To nic, że to jest brak szacunku dla sądu i osób, które się wstawiły ale pozwany ma to gdzieś. Najgorsze jest chyba to, że tak często zachowują się prawnicy a zawsze wydawało mi się, że obowiązuje jakaś kultura prawnicza, ja w końcu też chciałabym dołączyć do jakże szacownego grona. Oczywiście można podnieść zarzut, że ma do tego prawo i wogóle, ale wiadomo że w ten sposób chce wydłużyć cały proces, po prostu gra na zwłokę. Mało tego nie można nawet na niego nałożyć grzywny za takie bezczelne zachowanie. Oczywiście w sprawach zawiłych sędzia może jak najbardziej zarządzić aby przed pierwszą rozprawą został złożony odpowiedź na pozew lub w miarę potrzeby by strony na rozprawie wymieniły się pismami przygotowawczymi (art.207§2 KPC). Następny przepis (art.207§3 KPC) mówi o tym, że jeżeli strona reprezentowana jest przez profesjonalnego pełnomocnika a on nie złoży w wyznaczonym terminie pisma przygotowawczego, w którym ma powołać wszystkie dowody i twierdzenia, to może utracić możliwość powołanie się na nie w toku postępowania. Jednak i w tym wypadku, jak się wydaje nie ma to charakteru bezwzględnego.
     Myśląc o tym i przeglądając przepisy, wpadłam w końcu na rozwiązanie jak usprawnić wymiar sprawiedliwości. Wiadomo złożenie odpowiedzi na pozew pozostawione jest woli pozwanego, ale gdyby tak nałożyć na niego taki rygor. Wprowadzić, że ma on 2 tygodnie, lub bądźmy bardziej liberalni i dajmy mu 3 tygodnie, od dnia otrzymania pisma na to by złożyć odpowiedź na pozew pod rygorem wydania wyroku zaocznego. I wtedy niech podejmie decyzję, zostawmy mu szansę na odwołanie się od wyroku zaocznego, nie bądźmy już tacy surowi. Ustalmy oczywiście jednocześnie, że odpowiedź ma złożyć na przykład do godziny 15 i koniec. Niech się już ktoś sam martwi jak go dostarczy, czy przez pocztę czy przez firmę kurierską. Nie uważacie, że wtedy cały proces uległ by przyspieszeniu, wystarczyłoby tylko doprecyzować jeden przepis i wszystko byłoby jasne. Nikt nie miałby wątpliwości a sędzia miałby jasną sytuację i myślę, że spokojnie przynajmniej połowa jak nie więcej spraw zakończyła by się bardzo szybko. Przegapisz termin, trudno - trzeba było uważnie przeczytać pismo z sądu i się do niego zastosować. Nie byłoby oczywiście możliwości przywrócenia terminu, bo ktoś napisze, że był chory itd. i przedstawi lewe zaświadczenie lekarskie. Trudno, zawsze jeszcze pozostawimy pozwanemu możliwość odwołania się i tyle. W ten sposób każdy zachowa swoje prawa i nikomu to nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie na pewno sytuacja w sądach się polepszy. Zaskakujące jest to, że w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych nie zastosowanie się do zarządzenia sędziego, który wzywa do złożenia pisma przygotowawczego, zagrożone jest grzywną a w sprawach gospodarczych nakłada się obowiązek złożenie odpowiedzi na pozew pod rygorem wydania wyroku zaocznego. W tych postępowaniach taka procedura się sprawdza i sprawy toczą się szybciej, więc dlaczego by nie zastosować tego także w "zwykłym" postępowaniu cywilnym. Cały czas się zastanawiam dlaczego nikt na to nie wpadł, przecież to jest najprostsze rozwiązanie, po co wprowadzać jakieś udziwnienia typu kontrola sędziego czy monitoring rozprawy. Przecież to i tak nie pomoże usprawnić systemu - najprostsze rozwiązanie jest najlepsze, po co szukać bzdurnych rozwiązań, które i tak nie pomogą. Wystarczy pomyśleć.